Tysiąc pięćset siedemdziesiąt dwa


Na wspominany ostatnio katowicki przystanek śniadanie jeszcze nie dotarłam. Dziwnym trafem, w niedziele zawsze na ostatni moment sprowadzana jestem do pracy. Może w tym tygodniu się uda :D W międzyczasie stwórzmy sobie swój własny przystanek śniadanie i zjedzmy gofry w leniwy dzień, w ciepłych promieniach słońca. Ostatnio dodałam gofry z tego przepisu na instagram i od razu je polubiliście, więc muszą być i tu :) Poza tym borówki z promocji w biedrze wyjątkowo słodkie i smaczne jak na tą porę roku. No i Walden Pancake Syrup od którego jestem uzależniona i powinnam go chyba zamawiać całymi skrzyniami.


Składniki na 3 gofry:
2 jajka
50ml mleka lub 50g jogurtu
20g odżywki białkowej (u mnie o smaku waniliowym, co daje gofrom waniliowy smak, ale może być dowolna)
30g mąki pszennej lub owsianej
10g płatków owsianych
1/3 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki słodzik w pudrze
*ja dałam jeszcze płaską łyżeczkę nasion chia, bo lubię je w owsiankach, plackach i gofrach właśnie, ale nie jest to konieczne

Wszystkie składniki dokładnie wymieszać. Rozgrzać gofrownicę (ja smaruję jeszcze "ruszta" delikatnie olejem kokosowym, ponieważ gofry nie zawsze, ale bywają kapryśne i lubią przylepiać się do gofrownicy. Piekę do zrumienienia.
Podałam z borówką amerykańską, podprażonymi na suchej patelni migdałami i pancake syrup waldena.

513kcal / 36g białka / 54g węglowodanów / 20g tłuszczu

Tysiąc pięćset siedemdziesiąt jeden

"Nie przejmuj się, nie ma tu nic gorszego niż my sami."
Tove Jansson, Dolina Muminków w listopadzie.

Cześć, pamiętacie mnie jeszcze? To ja, ta Sylwia, która zmieniała się na waszych oczach tysiąc pięćset siedemdziesiąt razy aż znalazła się tutaj, po dwóch miesiącach nieobecności, w miejscu tysiąc pięćset siedemdziesiątym pierwszym. 
Czwartego marca minął tu mój piąty rok. Piąty! Wiecie ile człowiek jest w stanie zrobić w tym czasie? Na przykład poddać się w próbach ratowania starej przyjaźni, przytyć 15kg w próbach ratowania z zaburzeń odżywiania, rozpocząć i po roku rzucić studia, rozpocząć nowe w innym mieście, przeprowadzić się, rozpocząć i zakończyć trzyletni związek. Poznać wielu niesamowitych ludzi w przeróżnych krańcach kraju i bawić się do upadłego mimo spędzania 3/4 swojego życia w pracy/na uczelni. Przerzucać duże ciężary, poczuć się (psychicznie) silną kobietą pierwszy raz w życiu. Nauczyć się zdrowego egoizmu, zostawić coś za sobą by nauczyć się szczęścia. 

Tak, ten blog zdecydowanie nie był w moim życiu tylko miejscem, gdzie zamieszczałam fotki swojego talerza czy prowadziłam kampanie losowych firm. Blogowanie otwiera człowieka na inny świat, ładuje cię razem z twoimi butami do czyjegoś domu, laptopa, komputera, telefonu, a ten człowiek cię tam chce, zaprasza, a nawet żąda więcej. Założyłam tego bloga mając 17 lat, potrzebowałam tej przerwy, nie otwierania blogowych kart przez dłuższy czas, ale jednak w dużym stopniu zdążyłam zatęsknić za puszczaniem swoich słów w eter. Zdążyłam też zatęsknić za gotowaniem dla was, mimo, że pracuję teraz w gastronomii, a w kuchni przynależącej do pokoju, który wynajmuję, nie potrafię poczuć się jak u siebie. 

Najprawdopodobniej już nigdy nie będzie tu codziennych śniadań, bo wierzcie lub nie, ale wasza "plackowa królowa" je ostatnio ciągle owsianki albo jajecznicę (i jada śniadania o 12, ale cicho sza!) Ale.. Szukam nowego mieszkania w Katowicach, będę miała piekarnik, balkon i zdjęcia na Poranne z materii wszelakiej ;) Będę też z przyjaciółką na katowickim Przystanku Śniadanie w niedzielę, więc zapraszam jeśli ktoś chciałby wpaść na wspólną kawę. Dodawałam już kiedyś zdjęcia stamtąd, pamiętacie? Będą foty i tym razem. Moja kochana zakurzona lustrzanko, strzeż się!



*Dopijam kawę, zamykam laptopa, lecę na siłownię.*

.1570.

 owsianka z odżywką białkową, bananem, nasionami chia, bananem, masłem orzechowym, żurawiną i walden pancake syrup

Żyję! IIFYM

Ostatnie trzy miesiące były, mogę z całą pewnością stwierdzić, najtrudniejszymi w moim życiu. Zwaliło się na mnie wszystko. Tak już chyba bywa, że mamy zdolność do ściągania na siebie złego. Jeśli jednak to coś nie jest złe, to jest chociaż wielkim życiowym skrzyżowaniem, a najlepiej kilkoma na raz. Skrzyżowaniami w każdym możliwym aspekcie życia. Wiecie, takimi po których śpi się ciężko albo wcale, je się często albo w ogóle, takimi gdzie nagle ludzi wokół wydaje się za dużo, a za chwilę czujesz samotność.
Miałam wiele wolnych chwil, w których mogłabym coś dla was naskrobać. Miałam wiele wolnych chwil, w których ostatnie o czym myślałam to otworzenie bloga w nowej zakładce. Mogłabym już kilka tygodni temu zdać relację, że codziennie jem na śniadanie to samo: owsiankę z odżywką białkową, bananem i masłem orzechowym, Czasem dodaję kiwi, a czasem odżywka zmienia smak z wanilii na orzech, z orzecha na wanilię, bo kończy się kolejne opakowanie słodkiego prochu. Zamiast tego szukałam ucieczki, sposobu na rozładowanie stresu, jakieś dobrej drogi w całym tym szaleństwie. Nie było, nie ma. Czy to właśnie ta przereklamowana dorosłość?
Siedzę na siłowni częściej niż mam okazję spotkać się z kochającymi mnie osobami. Podczas tygodnia pracy pokonuję więcej kilometrów niż przebywałam jeszcze niedawno przez kilka miesięcy. Na obiady częściej jadam jajecznicę niż smażę kurczaka i jak nigdy chce mi się ton czekolady.
Ciało przestało już protestować, stopy już nie bolą, kolana pozwoliły mi dzisiaj na pierwszy prawdziwy trening nóg od dwóch miesięcy, wracam o 3, śpię do 12. Jednego dnia trzymam idealne makro, gotuję warzywa i lecę na trening, drugiego wstaję wycieńczona, oglądam pięciogodzinny maraton serialu i leżę z opakowaniem ciastek. Stres tak czy siak przez ostatnie 60 dni wyciągnął ze mnie 5kg. 



Ratuje mnie IIFYM. Gdyby nie ramy tego sposobu żywienia, pewnie rzuciłabym jakąkolwiek troskę o to co ląduje na moim talerzu już wiele miesięcy temu. Nie zawsze liczę białko, węgle i tłuszcze. Są dni, w których po prostu masz ochotę zamówić pizzę ze znajomymi, w których wypijasz o jedno wino za dużo, w których bierzesz największą kanapkę w kfc, kupujesz 300-g milkę oreo i zjadasz całą tego samego dnia, kupujesz torbę pączków z tradycyjnej pączkarni i jedziesz z nimi aż do rodziców, bo jeszcze nie próbowali.
Te dni pomijamy, nie rozwodzimy się nad maminymi obiadami, babcinym ciastem, wystarczą inne źródła stresu, po co dorzucać do nich jeszcze jedzenie. Jedzenie nie jest wrogiem, jedzenie jest dobre ^^


Poza dniami z powyższymi punktami przewodnimi są jeszcze dni, w których jem pilnując swojego makro. 30% kcal z tłuszczy, 30% z białek i 40% z węglowodanów, 1800-2100 kalorii z dowolnych źródeł. Jest owsianka, kanapka z grillowanym kurczakiem, jakiś serek z orzechami, jajka i ziemniaki. Albo wszystko inne na co tylko mam ochotę [z ciastem i milką włącznie], wliczając i uzupełniając swój jadłospis tak, by wyszły odpowiednie wartości poszczególnych makroskładników. Dzięki temu i nie spinamy się nad wyjściem gdzieś i zjedzeniem tam czegokolwiek i osiągamy swoje cele sylwetkowe. I nasi bliscy są szczęśliwsi i my, jednocześnie nie musząc rezygnować ze swojej pasji. Spokojnie, w zgodzie ze swoim ciałem i psychiką przeprowadzając czy to redukcję czy masę.

Przydatne kanały zwolenników IIFYM [If it fit your macros], dzięki którym dowiecie się więcej:
Jazmine Garcia [Historia niemal identyczna jak moja - od zaburzeń odżywiania, przez sztywne obsesyjne trzymanie diety, problemów ze zdrowiem, aż do elastycznego żywienia w zgodzie ze sobą i swoim ciałem]: https://www.youtube.com/watch?v=tK7P14TZloo

Jak obliczyć swoje zapotrzebowanie na kcal i poszczególne składniki: http://www.iifym.com/iifym-calculator/ Najważniejsze to z czasem dopasować makro pod siebie tak, by czuć się z nim komfortowo, a jednocześnie obserwować zamierzony progres. U mnie tą "zmianą w dobrą stronę" było zwiększenie ilości tłuszczu w diecie. Od dawna się tego bałam i była to u mnie w pewnym stopniu pozostałość po ED, teraz dochodzę z nimi i do 80g dziennie i poczułam się o wieeeele lepiej.