Przyszła niedziela, przyszło i kolejne śniadanie z cyklu poza domem. Znowu z M., ale tym razem 60km od naszych domów, w Ustroniu. Chociaż miejsce naszego dzisiejszego pobytu jak i sposób dotarcia na miejsce (auto czy motor) były niepewne jeszcze wczoraj wieczorem.
Ustroń to moje wczesne wspomnienia z dzieciństwa, często jeździłam tutaj weekendami z rodziną. W końcu to tylko godzina drogi i w mgnieniu oka znajdujemy się w górach. Tu rzeka, tam można rozłożyć się na polanie z widokiem na całe miasto, a tu napić mrożonej kawy w cieniu drzew. Zdecydowanie moje klimaty :)
owsianka z orzechową odżywką białkową i truskawkami, razowe tosty z grillowanym kurczakiem, serem i ketchupem, sałata lodowa z kurczakiem i nasionami
Tak, ten obrazek powyżej (ja nad telefonem) to częsty widok na wyjazdach, ale nauczyłam się ostatnio ograniczać i już wszystkiego nie wrzucam na instagram ;) Biedny M. :p Mimo wszystko udało nam się nagadać za wszystkie czasy, nie ma to jak cały dzień razem.