Strony

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Vrbnik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Vrbnik. Pokaż wszystkie posty

Chorwacja. Rogoznica i Vrbnik kulinarnie.

Robi się mały mętlik, bo podsumowania podróży wrzucam tu, a pośrednie z nich zdjęcia, na Poranne Inspiracje. Wiem, że od razu widać, że tam oddaję siebie w pełni, a Makaron traktuję tylko jako notes z przepisami. Teraz wróciłam do domu. Usiadłam w swoim pokoju. Spędziłam ok. godziny na zastanawianiu się, od czego w ogóle zacząć internetowe porządki. W końcu wzięłam zapisane na pulpicie albumy z Chorwacji, wybrałam zdjęcia jedzenia, uporządkowałam i popstrykałam przywiezione skarby. Jako, że wakacje spędziłam w dwóch różnych miejscowościach, miałam okazję wzbogacić dział:

W tym roku śniadania relacjonowałam na bieżąco, jednak nie miałam okazji pokazać tego, co jadaliśmy poza porannym posiłkiem. Tak oto...
Restauracja "Sanlemo", znajdująca się w samym centrum Rogoznicy. Jedzenie świetne, przekonałam się tu do pierwszy raz przeze mnie próbowanych kalmarów. Dużym minusem był jednak bardzo długi czas oczekiwania na posiłek mimo niezbyt dużej ilości klientów.

Pizzeria "Fortuna", port w Rogoznicy. Po kalmarach postanowiłam spróbować owoców morza w towarzystwie makaronu. Połączenie dobre, chociaż jak dla mnie przydałoby się tu trochę pomidorów lub innego warzywnego dodatku. Rodzice i brat spróbowali ostrą sałatkę meksykańską i pizzę, godna polecenia.

Dzięki stałemu dostępowi do własnych kuchni, powstała m.i. sałatka z czerwoną fasolą, pierś nadziewana serem na potrawce z pomidorów i bakłażana oraz kurczak na ostro z makaronem i leczo.

W Vrbniku polecić mogę restaurację "Argentum", gdzie miałam okazję zjeść doskonałą blitvę

oraz pizzerię "Gospoja" w samym centrum starego miasteczka.

W przerwie lody, tradycyjny burek z mięsem lub po prostu cappuccino.

.536.

Gigantyczny cynamonowy naleśnik z nutellą i cukrem pudrem.
Pancake with nutella and sugar powder.

 Kupiony wieczorem, zjedzony nad ranem. Poproszę takie codziennie.

.535. Cizici

Umazałam się dzisiaj błotem w zatoce miasta Cizici, zjadłam chyba 1/2 arbuza, czekoladę, awokado, lasagne, pizzę i kilogram fig. Tak na uczczenie ostatniego dnia. Wieczorem wyjeżdżamy, następne śniadanie będzie gdzieś w trasie. Oby mniejsze... Mój żołądek więcej nie zniesie. Chociaż przyglądając się wyliczonej przeze mnie mieszance i jedzeniu w ciągu ostatnich dni, zabrakło dzisiaj lodów. Po powrocie pokażę nazbierane zdjęcia utrzymanych w śródziemnomorskim klimacie obiadów (Tak, wiem, że jak Chorwacja to nie morze śródziemne, a Adriatyk. Mimo wszystko jedzenie moje ulubione i chyba najzdrowsze na świecie).
Wracając do błota, skóra po tej "kąpieli" wydaje się być miększa i odżywiona. Nie ryzykowałam nakładania tej śmierdzącej mazi na twarz, ale myślę, że i na cerę miałaby zbawienny wpływ. Gdyby jeszcze dało się wytrzymać w tej "skorupie" dłużej niż 5 minut, efekty byłyby pewnie bardziej zauważalne. Ja zrezygnowałam gdy pod wpływem słońca, zaczęłam zamieniać się w gliniany posąg. 
No i minął mój 12-dniowy urlop.

Cheerios z kozim mlekiem, arbuz.
Cheerios with goat's milk, watermelon.

.534.

Owsianka z kozim mlekiem, świeżymi figami i masłem orzechowym.
Oatmeal with goat's milk, fresh figs and peanut butter.

Wstaję zdecydowanie za wcześnie jak na dni wolne od jakichkolwiek obowiązków. Za barierkami balkonu widzę miasto, port i siedzące na elektrycznych drutach, setki jaskółek. Gotuję owsiankę, która na kozim mleku smakuje zupełnie inaczej i odwlekam wyjście z domu. Dopiero wieczorem jestem w stanie żyć, funkcjonować, myśleć. Poza wieczorami, każdy dzień wydaje mi się taki sam jak poprzedni. Jem, śpię na plaży, pływam i biegam, a rano widuję te same ptaki. Mimo miłości do Chorwacji, chyba nie byłabym w stanie zostać tu na stałe. Chyba nie polubiłam się z palącym nawet przez białe podeszwy adidasów, asfaltem. Chyba zrozumiałam, co znaczy bieg przez pustynię. Wystarczą 2km... Nie, wystarczy kilka metrów, by cały otaczająca cię okolica wyssała z ciebie ostatnie krople wody. Aktualnie jedna najmniejsza iskra, która trafiłaby na jedną najmniejszą suchą gałązkę, byłaby w stanie wzniecić tu olbrzymi pożar. Nawet to nie przeszkadza rozległym winnicom rodzić idealnie zielonych liści i pełnych koszy winogron. Ani olbrzymim krzakom pomidorów, ani drzewom fig, tak przepełnionym, że w wielu miejscach, zbyt dojrzałe, zostały wgniecione w ziemię przez przejeżdżający samochód lub ludzką stopę.
Pozdrowienia. Gorące.



Rudine, stare miasteczko, głównie siedziba pasterzy, ścieżka za wejściem do jaskini. Poszłam sama gdy rodzice i brat zwiedzali, bo, delikatnie mówiąc, jaskinie nie są moją mocną stroną. Dużo nie straciłam, za to mam zdjęcia pokazujące okolicę z zupełnie innej strony.

.533.

Pełnoziarnista bagietka z awokado, sokiem z cytryny, papryką i solą, jogurt z świeżymi figami.
Whole wheat baguette with avocado,lemon juice, paprica and salt, yogurt with fresh figs.

.532.


Pełnoziarnista bagietka z awokado, pomidorem, solą, sokiem z cytryny i sardynkami.
Whole wheat baguette with avocado, tomato, salt, lemon juice and sardines.

Jedni krytykują, drudzy pytają dlaczego tak mało do śniadań dodaję epizodów ze swojego życia lub po prostu dłuższych wpisów na obojętny temat. Czasem jednak to właśnie ten „obojętny temat” staje się trudny do zreferowania. O czym mam poinformować? O tym, że znajomy facet może przebiec w niedzielę terenowe 85km, a już w środku następnego tygodnia, choć lekko obolały, wygrać inny bieg? O tym, że to właśnie ten sam człowiek zwrócił mi uwagę na krótkie wpisy? i teraz pewnie uśmiecha się w duchu, że coś zdziałał. Stajesz się blogową gwiazdą… A może o tym, że mimo niesłużącego mi upału, w czystym powietrzu, tak daleko od spalin Górnego Śląska, z większą łatwością brnę na przód pod ogromne wzniesienia. Chorwacja. Miałoby być morze i wylegiwanie na plaży, ale po, gdy lenistwo całkowicie mnie ogarnie, stawiam na podbiegi i przyglądam się, wyróżniającym na tle zieleni, białym skałom. Przekonałam się, że najbardziej lubię właśnie biegi górskie, zaliczające się do tych, wymagających ode mnie czegoś więcej niż samego sunięcia po prostym asfalcie. Zamierzam się wypróbować w zawodach i to już w jak najbliższej przyszłości. Na razie jednak, po sielankowych widokach z Rogoznicy, przyszedł czas na stary Vrbnik z wyróżniającą się strzelistą wieżą na szczycie góry. Plus naprędce zjedzona trzy razy w ciągu dnia pizza, dziwnym trafem ani razu przeze mnie nie sfotografowana mimo, że aparat leżał tuż obok. Plus pierwsza w cyklu naleśnikowych sobót, sobota, o której zapomniałam (a przecież sama jestem organizatorką tej akcji). Chyba poddałam się temu klimatowi.