Blogerek pięć, więc jeden typ śniadania, to byłoby dla nas za mało - obleciałyśmy więc dwie knajpy na Mokotowie ;) Nocuję u
Sylwii, wstałyśmy, wypiłyśmy tylko szklankę soku i ruszyłyśmy do miasta. Przed dziesiątą spotkałyśmy się z
Anką,
Kasią i
Marysią w śniadaniowni Bułkę przez bibułkę. Każda zamówiła wypasioną kanapkę z dodatkami (menu możecie przejrzeć na stronie
bibułki), a w międzyczasie w knajpie zaczęło przewijać się coraz więcej ludzi przez co dziękowałyśmy Ance, że zarezerwowała stolik. Bardzo klimatyczne miejsce, bagietki leżące na ladzie, duży stół na środku, piękne zdjęcia na ścianach, cudowny zapach z pieca i dla każdego coś dobrego. Chrupkie, świeże pieczywo, aromatyczne dodatki, gadanie, śmiech i cappuccino. Codziennie poproszę takie poranki. Czas mijał niemiłosiernie szybko, zjadłyśmy,zebrałyśmy się i ruszyłyśmy dalej ulicą.
kanapka Juliusz C (na ciepło z grillowanym kurczakiem, boczkiem, sałatą i sosem czosnkowym)
Bułkę przez bibułkę, Puławska 24, Warszawa
warm sandwich with grilled chicken, bacon, lettuce and garlic sauce
Tak też trafiłyśmy do Gofiarni.
gofry waniliowe z śliwkami korzennymi i prażonymi migdałami
Gofrownia, Puławska 11, Warszawa
Vanilla waffles with spicy plums and roasted almonds
Tu zjadłam dzisiaj najlepsze w swoim życiu gofry. Serio, a gofrów jadłam już naprawdę sporo, więc rywalizacja o tytuł tych najlepszych jest zacięta. Będę wpadać przy każdej następnej wizycie w stolicy, a kolejnym razem skuszę się na takie w wersji wytrawnej (i takie z kozim serem, cebulą i sałatą się tu znajdą). Tak samo jak w Bułkę przez bibułkę, pozycje z menu przygotowywane są na oczach klienta, co dodaje temu miejscu uroku i pewnego rodzaju swojskiego charakteru. Początkowo usiadłyśmy na zewnątrz, bo w środku było mnóstwo ludzi, ale potem miejsca się zwolniły, więc razem z aparatami wpadłyśmy do środka. Tak, blogerki vs. właściciele lokali next mission. Zaskoczony, ale też ucieszony, jak się później okazało - właściciel, przywitał nas bardzo pozytywnie i wypytał o naszą blogową działalność. Zostawiłam swój adres internetowy, bo dziewczyny stwierdziły, że jestem ich prekursorką i że u mnie znajdzie się też linki do reszty. Miło mi :) Z rozmowy z panem Marcinem (którego tu pozdrawiam, bo pewnie będzie tu o sobie czytał :D) dowiedziałyśmy się też, że
Gofrownię prowadzi od sierpnia oraz, że przepis dopracowywał wcześniej osobiście, testując na rodzinie. Nie łudzę się, że kiedyś ten przepis zdobędę, ale z całą pewnością będę się starała zrobić coś tak świetnego w domu. Za pstryknięcie wspólnego zdjęcia dziękujemy ;)
Uwielbiam was dziewczyny, już długo was znam wirtualnie i już dawno chciałam spotkać. Jedno z najlepszych blogowych spotkań.