bułka pełnoziarnista z
domową pastą z makreli
whole wheat bun with homemade mackrel paste
Po raz kolejny dzwonię do znajomego z biegowego klubu, gdyby nie te kilka zapisanych w telefonie numerów, pewnie nie dojechałabym na większość z biegów, w których startuję. Fakt korzystania z komunikacji miejskiej przed samym startem nie nastraja mnie zbyt optymistycznie. Fakt naciągania rodziców na pół dnia stania na mrozie i czekania, też nie. Siadam więc na siedzeniu znajomego samochodu i znowu spędzam czas na rozmowach o bieganiu. Tak, jestem pewna, że ten temat nigdy mi się nie znudzi.
Pierwszy raz w dzień finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy robię coś ponad wrzucenie kilku złotych do czerwonej puszki. Trasa biegu prowadzi wokół budynków Politechniki i zatacza 8 pętel po ponad 1km, tak, że całość tworzy 10km. Frustrująca ósemka. Mały procentowo fragment trasy tworzył chodnik pokryty śliską, rozchlapaną warstwą śniegu. Gdy po raz czwarty wbiegałam na ten odcinek, fakt, że jeszcze "tylko" pozostałe cztery, w żadnym stopniu nie podnosił mnie na duchu.
Po pięciu kilometrach przestałam walczyć z swoimi myślami próbując je odciągnąć od bólu łydek (a myślałam, że już dały sobie spokój i przestaną w końcu uprzykrzać mi życie), bo stwierdziłam, że nic to nie daje. Na szóstym ból ustąpił (!). Mijałam kilka kobiet, które biegły w towarzystwie psów. Psiaki, zupełnie niezmęczone, spokojnie przebierały łapami, jak gdyby były na powolnym spacerze. W międzyczasie zdążyły obwąchać kilka brzegów ulic i przechodniów... Pewnie miały niezły ubaw z tych wszystkich sapiących ludzi.
Dostałam serce wygrawerowane na medalu i zdobyłam drugie miejsce w kategorii K16. Było i podium, i nagrody, i kubek z sercem, który dołączam do śniadania.
Wykorzystuję fakt, że akurat tym razem posiadałam osobistego fotografa na trasie i pomęczę trochę moimi zdjęciami. Miało być o latających blond kudłach, więc jest.
Co do organizacji biegu, to nie mam żadnych zastrzeżeń. Nie jestem tylko w stanie ocenić smaku bigosu, który podawano biegaczom, ponieważ nie wykorzystałam swojego kuponu na posiłek. Wybrałam michę makaronu z pesto posypanego toną sera w restauracji (swoją drogą rozgotowali ten makaron niemiłosiernie). Z resztą na ostatnich zawodach z przywileju bycia jedną z organizatorów, bigos jadłam z dokładkami. Teraz mogłam zostawić tutejszym organizatorom, wiem jak męczące są takie dni... ;)