Strony

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Trogir. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Trogir. Pokaż wszystkie posty

.866. Trogir, czyli pożegnanie Chorwacji

słodka bułka z wiśnią, kawa z mlekiem, woda z lodem
sweet bun with cherries, coffe with milk, water with ice


Tu już wita ukochane miasto Trogir i powrotna droga do domu. To już nasz taki mały zwyczaj, zahaczanie o to miasto podczas powrotu z Chorwacji. Tylko śniadanie jem tu pierwszy raz. Znowu wczesny prom, tym razem już powrotny, z wyspy Brać do Splitu, na czczo. Drzemiąc po drodze na siedzeniu samochodu, dotarłam do tej kafejki przy moście.
Przed podróżą nie zapomnijcie kupić pizzy w budce z pieczywem na trogirskim targu. Lepsza niż w niejednej pizzerii.

Relacja z Chorwacji. Część druga.

Dużo mam zaległości, na blogach i nie tylko. Chyba potrzebowałabym drugiej siebie, żeby starczyło mi wakacji na to wszystko, co mam zaplanowane...
Celem kolejnej mojej wycieczki była twierdza Klis, znajdująca się niedaleko, a praktycznie nad, dużym miastem Split.
Odwiedziliśmy także Mostar, znajdujący się w Bośni i Hercegowinie, gdzie jeszcze całkiem niedawno trwała wojna domowa. Może i atmosfera nie do końca pewna, a most nie Stary, ale odbudowany i otwarty dopiero w 2004 roku, ale widoki cudowne i ten niesamowity kolor rzeki...
W Mostarze zjadłam też najlepszą w moim życiu rybę z grilla, chociaż ziemniaki podane z nią na talerzu nie bardzo mi smakowały. Na szczęście osobno dostałam dużo warzyw i doskonały, jeszcze ciepły, lekki chleb z chrupiącą skórką. Smak - nie do podrobienia. Całości cały czas przyglądały się trzy koty, które osaczyły mnie kiedy otrzymałam danie ;)
Jednak nie trzeba było nigdzie wyjeżdżać, bo nawet zostając w samej Breli można było zobaczyć rosnące na drzewach granaty, zjeść doskonałe dania z nad brzegu Adriatyku, najsłodsze arbuzy  i rozkoszować spokojem z dala od gwaru i ciągłego szumu miasta. No i, jak już wspominałam w poprzedniej części, doskonałe warunki do biegania.
Z Chorwacji przywiozłam wiele rzeczy. Są to miody: wielokwiatowy, z figami oraz szałwiowy, mieszanka suszonych i kandyzowanych owoców, oliwa z oliwek, dżem figowy, sok mandarynkowy, suszone figi - wszystko to domowej roboty. Kupiłam też kolorową szmacianą torbę, czekoladową granolę, pyszne pełnoziarniste ciastka firmy Grancereale, powidła śliwkowe oraz dwa masła orzechowe, które w Chorwacji są o wiele tańsze niż u nas, rodzice sprawili sobie jeszcze kilka regionalnym trunków, zabraliśmy też dużego arbuza i melona. Od właścicielki domu, w którym mieszkaliśmy otrzymaliśmy doskonałe ciasta domowej roboty - lekką strudlę z owocami i ciężkie brownie z gęstym kremem czekoladowym. Przed wyjazdem poprosiliśmy jeszcze o liście laurowe, których całe wielkie krzaki rosły w ogrodach.
W drodze powrotnej wstąpiliśmy do, ukochanego przez nas i odwiedzonego dwa lata temu, Trogiru, gdzie, na zwykłym targowisku zjadłam najlepszą pizzę jaką kiedykolwiek miałam okazję próbować... Na samo wspomnienie robię się głodna. Będę z całych sił próbowała odtworzyć smak tego cudownego ciasta, więc mój brat będzie się cieszył, bo w domu będzie częściej gościła domowa pizza. Mam nadzieję, że kiedyś wyjdzie.
Potem była tylko długa podróż samochodem z kilkoma postojami i cappuccino na stacji benzynowej. Takim oto sposobem znalazłam się spowrotem w mojej małej mieścinie na śląsku, gdzie mnóstwo zieleni, ale jednak biegać nie ma gdzie...
Już niedługo nowe przepisy, no i kupiłam drożdże, na pizzę ;)