Strony

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kraków. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kraków. Pokaż wszystkie posty

.1150. śniadanie przed zawodami

Przedbiegowe śniadanie w McDonald's: bułki z masłem orzechowym, bananami i miodem. 
Myśleliśmy, że zostaniemy wyrzuceni z naszymi kanapkami, ale w stoliku obok jacyś chłopacy pili wódkę, więc nasze bułki okazały się mniej "inwazyjne" ;)
Pre-running breakfast in McDonald's: sandwiches with peanut butter, bananas and honey.

.1149. owsianka, Kraków i bieganie


Owsianka. U mnie z jabłkiem, pomarańczą, żurawiną, migdałami i masłem orzechowym. Nie powiem, ciężko się gotowało owsiankę dla więcej niż dwóch osób, tym bardziej z proporcji branych na oko. Podziwiam dziewczyny, które mieszały ją w wielkim garze na 13 osób, na spotkaniu w Warszawie :D Tym razem Kraków, leniwy wieczór i leniwy poranek spędzony na rozmowach. Rano kolejnych ludzi, tym razem Łukasza, zadziwia fakt, jak wiele zdjęć można robić zwykłemu śniadaniu. Kwestia przyzwyczajenia ;) Ja, Siaśka, Sylwia, Łukasz, całość w domu Magdy z tastyy, najlepszej gospodyni na świecie. Za to, że z nami wszystkimi, biegaczami, wytrzymała cały weekend i odprowadzała na wyznaczone miejsca, należy jej się jakaś porządna nagroda :)

.783. Kraków

naleśniki z bananowym twarożkiem i suszoną żurawiną
crepes with banana quark and dried cranberries


Ostatnia wspólna wycieczka z moją licealną klasą pokierowała nas do Łagiewnik i centrum Krakowa. Całość organizował nasz prześwietny ksiądz, który w trzeciej klasie uczył nas religii. Najpierw więc pielgrzymka od strony duchowej, potem trochę (za mało) czasu w samym centrum. Wystarczyło na enchilades z fasolą i wegańską szarlotkę, a w Łagiewnikach na 360 schodów na górę wieży (windy są dla słabych, z Alicją wybrałyśmy wspinaczkę).


Koniec roku szkolnego już za mną, mimo wszystko szkoda opuszczać mury liceum. Jednak z drugiej strony moja klasa (w większości skłócona) największym zgraniem wykazała się dopiero wczoraj, już po otrzymaniu świadectw. Niemal wszyscy zjawili się wieczorem w ogródkach piwnych na rybnickim rynku ;) 
Jakiś etap za mną.

.578.

Krakowski obwarzanek z masłem i domowym dżemem malinowym. Ciepłe mleko.
Cracow's bagel with butter and homemade raspberry jam. Warm milk.

Deszcz i spadające liście oraz przez cały dzień wszędzie spotykani biegacze - jak prześladowcy i symbole tego, czego w danym momencie nie mogę. Jesień przynosi zmiany i kolejne paranoje, a ja powracam do Krakowa, do którego przez lata stworzyło się coś na wzór sentymentu. Wycieczka szkolna nie daje wielu możliwości i pełnego pola działań, jednak i tak wyjazd mogę uznać za udany. Jakże mogłoby być inaczej z moimi dziewczynami. Choć z jednej strony edukacyjna strona całego wyjazdu wprowadziła nastrój znudzenia i skłoniła do rozterek w stylu "gdybym nie jechała, byłabym w domu 6 godzin wcześniej". No cóż.
Rydlówka, Krypta Zasłużonych, kościoły, rynek i czas wolny. Dużo chodzenia i próba dla kontuzjowanych nóg. Próba zaliczona pozytywnie, bólu zero. Z niedzielnego startu na 25km już zrezygnowałam i choć kusi straszliwie, muszę się oszczędzać (jeszcze we wtorek utykałam, a jeszcze teraz biegowy ruch jest bardzo niepewny). Na razie rower moim przyjacielem.