Strony

.553. Festiwal Biegowy w Krynicy


Nie wiedziałam, że jestem w stanie przeżyć na pięciu godzinach snu sześćdziesiąt sześć weekendowych godzin biegania, ciągania za sobą walizek i atmosfery ciągłej imprezy. Nie wiedziałam, że jestem w stanie na tyle odciągnąć się od rzeczywistości, by myśleć tylko o tym, że biegnę na przód, a wszystko inne pozostawić gdzieś daleko w tyle. Odcięłam się na dobre.
Poproszę takie życie, albo chociażby zawsze takie weekendy. W zamian jestem w stanie codziennie pokonywać te wczorajsze górskie podbiegi i zbiegi na zabójczej dla stawów kamiennej trasie. W zamian, jak wczoraj, mogę żyć na jogurcie, izotoniku i połowie snikersa.

Jak mam blogowo opisać genialny weekend z genialnymi ludźmi? Jakkolwiek bym go nie opisała, będzie dla mnie niezapomniany.
Mimo, że przyjechałam do Krynicy z swoim biegowym klubem, 99% czasu spędziłam tu z zaprzyjaźnioną, przystojną męską częścią ekipy maratonówpolskich. (przekonałam się przy okazji, że plakietka "media" potrafi dużo zdziałać, szczególnie podczas przechodzenia przez zabezpieczoną ulicę trwającego maratonu lub jazdy firmowym samochodem przez jej środek ;)). W międzyczasie zjadłam śniadanie z Alą z lovely mornings, rozdawane za darmo lody, a późnym wieczorem, kolację przy, dobiegających z sąsiedniego stolika, radach na temat treningów i ulubionego uśmiechu znad kubka herbaty.

Z samej strony biegowej, Festiwal w Krynicy zrobił na mnie pozytywne wrażenie już od pierwszych chwil. Idealna organizacja, całe miasto zmienione w biegowy raj, każda knajpa zmieniona w miejsce biegowej dyskusji. Posiłki, koncerty, targi. Ciuchy, gadżety, testy. Startowałam w Życiowej Dziesiątce Taurona w sobotę oraz Biegu na Jaworzynę w niedzielę. Po raz kolejny przekonałam się, że biegi górskie wręcz kocham, chociaż w zawodach był to mój debiut. Każdy krok dokładnie przemyślany, z każdym krokiem stopa ostrożnie poznaje niepewny grunt, a całości dopełniają świetne widoki. To nie nudny bieg uliczny. Następnym razem muszę rzucić się na coś dłuższego, bo nawet znajomy z SBD zauważył, że rozkręciłam się na drugiej pętli, wyprzedziłam pięć kobiet i pewnie dogoniłabym jeszcze kilka, gdyby nie meta. Z moimi czasami, mistrzyni ze mnie żadna, no ale od czegoś trzeba zacząć. Za rok też koniecznie muszę tu zagościć i może by tak wybrać się gdzieś w góry na samo bieganie?

 Jogurt z bananem i czekoladowymi płatkami. 
Yogurt with banana and chocolate balls.




Wpis uzupełnię zdjęciami z biegu na Jaworzynie i innymi z całego wyjazdu, gdy tylko je zdobędę. Mimo zabranej na wyjazd lustrzanki, fotografem w ten weekend nie miałam czasu być.

17 komentarzy:

  1. Wniosek jest jeden - miałaś po prostu świetny weekend. Zazdroszczę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wniosek drugi - co przeżyłaś to Twoje!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. ale zazdroszczę takiej przygody :) i gratuluję, z wyjazdu na wyjazd zadziwiasz i jesteś coraz lepsza :)

    OdpowiedzUsuń
  4. wpis jak zwykle powalający ^^ a mam pytanie - który jesteś rocznik? :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Zazdroszczę, fajna przygoda i super wspomnienia :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Zazdroszczę panującej tam atmosfery. Pewnie nawet tylko dla niej opłacało się jechać ;).

    OdpowiedzUsuń
  7. Ale super, zazdroszczę weekendu ;)) Tak a propos tych reddsów na stole - pijesz alkohol? Jak często? I jaki jest Twoje zdanie o alkoholu, papierosach itp? Bo mam wrażenie, że dziewczyny z blogów śniadaniowych są raczej sceptycznie nastawione do takich rzeczy :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziewczyny z blogów śniadaniowych są sceptycznie nastawione do wieeeelu rzeczy ;) Piję okazjonalnie - tu okazja był festiwal, papierosy to kasa wyrzucona w błoto.

      Usuń
  8. zawodowa biegaczka ! kiedy ty masz czas na takie długie notki ? wow !
    śniadanie smaczniutkie !

    OdpowiedzUsuń
  9. Zazdroszczę tych wspaniałych przeżyć i pasji.. ;) swietna notka, mobilizujesz mnie, by nie przestawać biegać ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Te reddsy i jogurt stanowią całkiem zabawny kontrast. ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Biegaczka z Ciebie niesamowita! :) Mobilizujesz innych do pracy.
    Śniadanko proste,a z pewnością przepyszne.
    PS Redd's żurawinowy..najlepszy :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Jesteś niesamowita, podziwiam cię : ]

    OdpowiedzUsuń
  13. Jeszcze kilka górskich biegów i pożegnasz się z asfaltem;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Fajnie widzieć, że coraz młodsze osoby zaczynają biegać dla siebie. ja osobiście trenuję bieganie w klubie, jestem w kadrze polski i strasznie mi się Twój blog podoba, moglabyś jeździć z nami na obozy, biegać i robić śniadania <3 :)) rozwijaj dalej swoje pasje, super, że sprawia Ci to radość :D Mój tato tez biega, tylko on tak bardziej rekreacyjnie, tez był w Krynicy :D pozdrowienia :)

    OdpowiedzUsuń