Strony

Półmaraton Żywiecki po raz drugi.


W zeszłym roku po zawodach w Żywcu pisałam o mroźnej aurze, a wspominając tamto bieganie, od razu przypominam sobie topiący się śnieg, schodzący w postaci wody na trasę półmaratonu. W tym roku było cieplej, znacznie cieplej i chociaż poranny chłód pomiędzy wietrznymi ulicami Żywca nie zachęcał do zrzucania ubrań, wiele osób zdecydowało się na start w krótkich spodenkach i krótkim rękawie. Chociaż, czy to wydaje się choć trochę dziwne, jeśli już nie raz widywało się biegaczy startujących w takim stroju nawet przy -10 stopniach? Ja wybrałam bluzę z długim rękawem, o której pisałam tu: klik i chwilami żałowałam, że nie wzięłam czegoś cieńszego, bo temperatura zaczęła dochodzić do osiemnastej kreski. Za to wróciłam ze spalonym od słońca dekoltem i zarumienioną twarzą ;)

Czasu wiedziałam, że tym razem tutaj nie poprawię. Za mało wybieganych kilometrów przed, wyższa waga i świadomość, że rok temu naderwałam tu sobie mięsień uda (przez co zostałam uziemiona na prawie 2 miesiące i musiałam zrezygnować z wiosennego maratonu), nie były sprzyjającymi warunkami do bicia życiówek. Z 2:08:13 w 2013 roku przeszłam do 2:24:19, czyli gorzej o ponad 16 minut. Aż mi się zatęskniło za swoją dobrą biegową formą jeszcze przed tymi wszystkimi kontuzjami i zapaleniem okostnej, gdzie półmaratony zaliczałam w godzinę pięćdziesiąt. Dołująca zmiana, ale ja się nie poddam tak łatwo.

Półmaraton dookoła Jeziora Żywieckiego, to przede wszystkim podbiegi i bez ćwiczenia ich przed startem, nie ma możliwości osiągnięcia tu dobrego wyniku. Trudna trasa i TEN okropny podbieg na osiemnastym kilometrze, który mimo skrytych nadziei, nie kończy się na zakręcie, ale ciągnie się jeszcze długo za nim (też dołujące), ale warto zawitać tu choć raz w życiu i pobiec. Podziwianie znakomitych widoków, gór wznoszących się nad gładką taflą jeziora i lasów wokół, pozwoli na długo odciągnąć myśli, zanim nogi zorientują się, że biegniesz :) Ja wrócę za rok, poprawić się czasowo.
Szarpię to tempo jak szalona, Sylwio, ogarnij się ^^

17 komentarzy:

  1. Czas gorszy czy lepszy - i tak podziwiam. Za wytrwałość :)

    OdpowiedzUsuń
  2. a ja mam pytanie co do zegarka ;d jaki to model ?

    OdpowiedzUsuń
  3. Ważne, że była meta i że się nie poddajesz :) Powrót po kontuzjach nie jest łatwy, szczególnie jak się ma wspomnienia swojej lepszej formy. Też biegłam w Żywcu. Pierwszy raz i pewnie nie ostatni, bo to bardzo fajna impreza. Szkoda tylko, że całą radość biegania zabrał mi rozstrój żołądka. Mam nadzieję, że wyczerpałam tym chwilowo limit biegowego pecha i na maratonie będzie lepiej.

    OdpowiedzUsuń
  4. Gratulację :) Nie czas się liczy, a osiągnięta meta. W niedzielę startuje w 7 Poznań półmaraton :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też startuję w Poznaniu w niedzielę :)

      Usuń
  5. Gratuluję :) Powodzenia w powrocie do formy, aczkolwiek dla mnie i tak jesteś wielka, haha. :)
    http://10thjune.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Okej, to jestem za rok u Ciebie i biegnę :P

    OdpowiedzUsuń
  7. Dla mnie i tak jest to niesamowite, bo nie biegam i ciężko mi sobie wyobrazić te 2h ciągłego biegu ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo Cię podziwiam! Ja bym nawet nie dała rady przebiec takiego dystansu podejrzewam. Zapisałam się teraz pierwszy raz w życiu na Orlen Warsaw Marathon na 10 km. Ten dystans daję radę, ale też bez szału. 62 minuty jestem w stanie maksymalnie wyciągnąć :-) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. podbiegi - masakra! stawiłam im czoła na Półamartonie Ślężańskim (podobno najwięcej podbiegów w PL) i znam to uczucie - marzysz, żeby był już koniec, a tu się jeszcze ciągnie... może w przyszłym roku też do Żywca zawitam, trzeba pokonywać siebie :)

    OdpowiedzUsuń
  10. podziwiam Cię za wytrwałość i konsekwencje!

    OdpowiedzUsuń